piątek, 6 listopada 2015

Ten blog będzie żyć!

Tak właśnie! Bo od mniej więcej wczoraj pragnę mieć pamiętniko-dzienniko bloga, a ten idealnie się do tego nadaje, więc oto jest! W takim razie, co tu się będzie od dzisiaj pojawiało? Dalej będą opowiadania, ale też recenzje książek, filmów, czy jakiekolwiek inne posty jakie mi przyjdą do głowy. A do tego oczywiście nie będzie mogło zabraknąć duszyczkowych czy tumblrowych zdjęć. Zapraszam do czytania i komentowania!
~ Mixi

czwartek, 12 lutego 2015

Wielkie Księstwo Nocy: First Kiss

Ostatnio mi się nudziło, więc razem z Mg postanowiłyśmy przeplatankę napisać. Wyniki naszej zabawy poniżej.
-------------------
Z cienia wyłoniła się postać w czarnym płaszczu. Słońce padło w tak dziwny sposób, że twarz owej osoby była ukryta w cieniu. Postać ruszyła dalej łysą drogą. Nagle zawiał mocny wiatr i wyglądało jakby kaptur postaci zaraz miał opaść, ale jakimś cudem wciąż ukrywał głowę osobnika. W tym momencie na ramieniu osoby usiadł czarny kruk. Wiatr zawiał naprawdę mocno i kaptur opadł uwalniając burzę czarnych włosów, które opadły na ramiona płosząc ptaka. Postać potrząsnęła głową i z dumą zniknęła w następnym cieniu. Kiedy się z niego wyłoniła czarny płaszcz zniknął, a zastąpiła go długa i falbaniasta sukienka, koronkowe skarpetki i glany. Włosy miała spięte w dwa wysokie kucyki. Odrzuciła kucyk w tył i dumnym krokiem ruszyła dalej.
- Nienawidzę tego cholernego kostiumu - mruknęła do siebie. - Po co ja go właściwie noszę?
Przystanęła i zamyśliła się chwilę. Rozejrzała się dookoła.
- Nienawidzę jesieni - skomentowała na głos.- Argona... - ściągnęła koronkowe rękawiczki i rzuciła je w przestrzeń - Argona Ryuketsu nie będzie się tak bawić! - krzyknęła ze złością i rzuciła się biegiem opustoszałą drogą. W tym momencie jakieś zbłąkane auto przejeżdżało drogą.
- Coś się pani stało? - zapytał kierowca zatrzymując się przy wkurzonej dziewczynie.
Rozzłoszczona zgromiła go wzrokiem. Niecodziennie widuje się tutaj samochody. Uśmiechnęła się szybko i dodała:
- Już nic.
Mężczyzna wzruszył ramionami i odjechał, a dziewczyna dalej szła drogą. Podniosła głowę i gwizdnęła. Na jej ramieniu ponownie zasiadł czarny kruk. Argona machnęła niedbale ręką i kruk zamienił się w czarnowłosego chłopaka.
- Co jest Argo? - westchnął ciężko chłopak. - Jakiś problem? Bo zwykle tylko wtedy mnie wzywasz...
- Potrzebuję towarzystwa - ogarnęła go urzekającym wzrokiem.
- Argo, nie próbuj mnie zwodzić! Ja wiem, że o coś ci chodzi - poirytował się.
- No dobra... Potrzebuję pomocy - przyznała niechętnie.
- W czym?
- W wyborze... Zabić cię, czy raczej zmusić cię do posłuszeństwa...
- Pff... Nie zrobisz ani jednego ani drugiego...
- A chcesz się przekonać - w jej oczach pojawił się niebezpieczny błysk.
Chłopak lekko się skurczył.
- Odpowiedz... - nalegała.
- N-nie - przełknął ślinę.
- No więc...
Spojrzała mu prosto w oczy.
- Rób co do ciebie należy.
- Ale co?
- Masz udawać mojego partnera, a co robią pary?
- Acha... Całują się...
Chłopak nachylił się delikatnie w jej stronę. Ona też się odrobinę zbliżyła. Ich usta dzieliło dosłownie kilka centymetrów. Właśnie miały się zetknąć, gdy...
- Cholera! - krzyknęła Argona odsuwając się. Na rękawie jej sukienki był pokaźnych rozmiarów odchód zwierzęcia z gatunku ptaków. Bez skrupułów oderwała rękaw i wyrzuciła go w krzaki. Chłopak chwile jej się przypatrywał. Powrócili do ówczesnej pozy. Ich usta coraz bardziej się do siebie zbliżały... Dziewczyna nachyliła się chyba trochę za bardzo, bo wywróciła się ciągnąc za sobą chłopaka. Oboje wylądowali w krzakach. Argona leżała na czarnowłosym i przerażona zaistniałą sytuacją chciała się jak najszybciej podnieść, ale nie wyszło jej to na dobre. Przewróciła się jeszcze raz tym razem oparła się obiema rękami po obu stronach głowy chłopaka. Nachyliła się i delikatnie musnęła ustami kącik jego ust. Po chwili ich usta się złączyły oddając całą pasję jaką w sobie mieli. Kiedy się od siebie oderwali oboje dyszeli ciężko. Czarnowłosemu jednak to nie wystarczyło. Podniósł głowę ponownie łącząc ich usta w namiętnym pocałunku. Usiadł, a wraz z nim Argona. Nieodparta chęć bliskości - to ich teraz łączyło. Włosy ich obojga były doprowadzone do okropnego stanu z powodu ich pieszczot podczas długiego obściskiwania się. Dziewczyna objęła go nogami w pasie, a on uniósł ją jak gdyby nic nie ważyła. Nie przerywali pocałunku odkrywając siebie wciąż na nowo i na nowo. Oboje byli rozpaleni i pragnęli więcej. Chłopak zszedł z pocałunkami na jej szyję. Całował ją i sunął po niej delikatnie językiem, a ona miękła pod nim. Nie mogła już dłużej i znów połączyła ich usta w namiętnym pocałunku.
- Słuchaj... Nie powinniśmy... - westchnęła dziewczyna.
- Chcesz przerwać? - chłopak nadal oddawał pocałunki.
- Nie chcę...
- Więc w czym problem...?
- Musimy iść.
W tym momencie czarnowłosy przestał i odstawił Argonę na ziemię. Oboje czuli się niekomfortowo. Doprowadzili się do normalnego stanu i wyszli zza krzaków.
- P-przepraszam... - policzki dziewczyny nabrały czerwonego koloru.
- Za co? - rozbawiony pocałował ją w usta.
Jej rumieńce stały się jeszcze bardziej soczyste.
- Nie martw się, przecież mieliśmy udawać zakochanych - uśmiechnął się.
- Wiem, ale... To...
- To...?
- To był mój pierwszy raz - wypaliła.
- Nie ostatni - rzucił i objął ją ramieniem.
Uśmiechnęła się serdecznie.
W pewnym momencie Argona nieśmiało wyciągnęła dłoń w jego stronę. On z szerokim uśmiechem ujął ją i szli tak trzymając się za rękę.
Doszli do ogromnego białego " pałacu ". Był ogrodzony ozdobną " fosą ". Do wnętrza prowadziła wielka brama. Oboje weszli. Otoczyły ich dźwięki klasycznej muzyki unoszące się ponad głowami tańczących par.
- Czy mogę prosić panią do tańca? - chłopak ukłonił się lekko.
- Naturalnie - dziewczyna uśmiechnęła się.
I zaczęli tańczyć cały czas patrząc sobie w oczy. Kołysali się w cichy rytm przytłumiony stukaniem obcasów kobiecych butów. Argona oparła głowę o ramię chłopaka i napawała się jego bliskością. W tym momencie czuła się jak w niebie i chciała żeby ta chwila nigdy się nie kończyła. A jednak. Muzyka przestała grać i zaczęto kroić tort z napisem " Haloween ". Lecz nikt nie wiedział, że wśród tych wszystkich osób były takie, które nie musiały się przebierać.

Wigilia Krwawego Pogrzebu - Wyjątkowy zakład pracy

  Zupełnie zwyczajny dzień rozpoczął się właśnie w nie zwyczajnym zakładzie pracy... Tak właśnie "Wigilia Krwawego Pogrzebu" budzi się do życia.
DRRRRYŃ... DRRRRYŃ... rozległ się głośny dźwięk budzika w moim pokoju. Niechętnie otworzyłam oczy i spojrzałam na drugie łóżko ustawione równolegle do mojego. Shailene już wstała.
- Heeeej - ziewnęłam i zaczęłam zwlekać się z łóżka.
Ubrałam się w pierwsze ciuchy jakie wypadły z szafy. Dzisiaj była to jeansowa kurteczka i rurki, do tego czarny top. Do tego puchate różowe króliczki na nogi.
- Mamy kogoś na dzisiaj? - zapytałam mojej współlokatorki.
- A ja mam wiedzieć? - odparła.
- W takim razie idę budzić Argo... - powiedziałam i wyszłam z pokoju.
Zeszłam piętro niżej i zapukałam do gabinetu naszej dyrektorki i księgowej w jednej.
- Proszę - usłyszałam ze środka.
Weszłam do środka i zobaczyłam Ernę w białym szlafroku w różowe owieczki i z wielkim kubkiem kawy, uzupełniającą te wszystkie papiery.
- Hej! - przywitałam się. - Mamy kogoś na dzisiaj?
- Czeeeeść - ziewnęła i otworzyła swój podręczny kalendarzyk. - Tak, są umówieni na 12.
- Dzięki! - powiedziałam i wyszłam.
Tym razem zbiegłam na parter. Wyszłam tylnymi drzwiami na niewielki cmentarz w centrum, którego znajdowała się mała kanciapa. Mieszkanie Argony. Podbiegłam szybko i mocno zapukałam. Żadnej odpowiedzi. Zapukałam jeszcze mocniej. Wciąż brak reakcji.
- Wstawaj Argo! - dalej nic. - Bo pójdę do trumniarni i poniszczę ci wszystkie trumny!
- Drzwi są zamknięte! - dobiegł mnie głos ze środka.
- To wyważę je!
- Są pancerne!
- CO?! Kto normalny daje drzwi pancerne do trumniarni?! - wrzasnęłam.
- Normalny? Nie wiem. Ja daję. - odpowiedziała mi Argona wychodząc ze swojej budy. Miała ona długie czarne włosy i czerwone oczy, a ubrana była w dziwaczną sięgająca do ziemi czarną sukienkę.
- Tuturuu - przywitała się dziwacznie jak zwykle.
- Tutururu trututututu - wywróciłam oczami.
Razem poszłyśmy do głównego budynku. Od razu skierowałyśmy się do jadalni znajdującej się na pierwszym piętrze. Wszyscy już siedzieli przy stole. Mówiąc wszyscy miałam na myśli pracowników. A było nas dokładnie 12. Każdy miał swoją unikalną funkcję. WL był klaunem. Hoi wabiła potencjalnych klientów. Kashari... Odprawiał pogrzeby. Narcyza była nasza ogrodniczką, a Erna dyrektorką i księgową. Argona robiła trumny i była grabarzem. Ookami opiekowała się krukami. Mg była uroczą recepcjonistką. Vi zajmowała się ubraniami, a Assumi gotowała. Shailene była naszą morderczynią. Aż w końcu ja - agentka ds. kontaktu z klientami. Moja praca zdecydowanie normalna nie była. A mój zakład pracy tym bardziej.

A więc...

Blog powstał tylko i wyłącznie dla moich potrzeb, ale jeśli już tu jesteś i ci się nie znudziło to chętnie podzielę się z Tobą moją "twórczością". Czyli różnymi opowiadaniami czy rysunkami oraz ciekawymi cytatami usłyszanymi tu i ówdzie.